Bilet do Lizbony kupiłem już w maju, jak zwykle pod wpływem chwili i przede wszystkim pod wpływem dobrej ceny jaką zaoferował narodowy portugalski przewoźnik TAP Portugal. Lot w dwie strony na początek grudnia kosztował mnie 420zł. Ponieważ nie lubię upałów a zwiedzanie miasta tymbardziej nie znosi upałów początek grudnia nie stanowił dla mnie problemu. Temperatury rzędu 13-16 stopni okazały się dobre do swobodnego poznawania stolicy Portugalii. 5 dni, 4 noce, 3 pełne dni w Lizbonie miały wystarczyć, aby zobaczyć najważniejsze zabytki i atrakcje miasta. Na lizboński city break wybrałem się sam więc zarządzałem czasem optymalnie wg własnych założeń. Aby zwiedzanie stało się łatwiejsze, tańsze i szybsze zakupiłem przez internet za 42€ ważną 3 dni kartę „Lisboa card”. Po wylądowaniu – w informacji turystycznej na lotnisku – bez problemu odebrałem kartę uprawniającą mnie do bezpłatnej komunikacji miejskiej, bezpłatnych wstępów do wielu zabytków i atrakcji Lizbony oraz jeszcze większej liczny obiektów gdzie wstęp był częściowo rabatowany. Portugalia zawsze była w kręgu mojego zainteresowania. Lizbona miała być początkiem poznawania tego ciekawego kraju.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy na miejscu to duża różnorodność mieszkańców. Oprócz rodowitych Portugalczyków, sąsiadów z Hiszpanii czy Włochów i Francuzów ulicami przewijały się rzesze afrykanów, ludzi dalekiego wschodu jak i przedstawicieli o jasnej karnacji z środkowej i wschodniej Europy (takich jak ja). Życie w tak wymieszanym społeczeństwie wymaga na pewno szerokiej wyrozumiałości i pełnej współpracy w codziennym funkcjonowaniu.
Drugie co zapadło mi w pamięci to ogromny tłok, ogromny gwar w centrum miasta. Dziesiątki knajpek. Pełne obłożenie restauracji i ludzie stojący na chodnikach z napojami. Mijam tłumy ludzi bawiących się, rozmawiających w grupie przyjaciół. Wydaje mi się, że tutaj nie praktykuje się spędzania wolnego czasu w domowym zaciszu. Mieszkańcy wychodzą w miasto spotkać się ze znajomymi, napić się, zjeść dobrze i szczególnie w weekendy bawić się do późnych godzin nocnych. Z naszej – polskiej – perspektywy jest to coś innego i na pewno ciekawego. Dla osób preferujących nocny tryb życia Lizbona będzie rajem na ziemi.


Trzecie co poczułem … dosłownie poczułem fizycznie to ukształtowanie terenu. Po wyjściu z metra – w centrum miasta – wąskie i strome uliczki wywołały u mnie lekką zadyszkę. To nie była jedna ulica. Całą drogę do miejsca noclegu pokonałem wędrując raz w dół, raz w górę dosyć stromymi, ale malowniczymi uliczkami. Potem okazało się, że cały mój pobyt w Lizbonie usłany był wzniesieniami aż w końcu uznałem ten fakt za dobrą motywację do intensywnego, pieszego treningu. Słynna dzielnica Alfama leżąca tuż obok centralnego punktu miasta wspaniale pokazuje jak duże różnice wysokości są między poszczególnymi przecznicami a wędrując jej uliczkami potrzebne jest przynajmniej średnie przygotowanie fizyczne. Obserwując Lizbonę z punktu widokowego Miradouro da Graca widać zresztą jak miasto jest położone i jak wiele wzniesień „wchłonęła” aglomeracja.

Kolejną nowością były dla mnie zdobione płytkami ceramicznymi przednie ściany budynków, tzw. Azulejos. Nie było ulicy na której nie znajdowałby się budynek z tradycyjnymi zdobieniami. Najczęściej jednak całe ściany pokryte są jednakowymi płytkami od dołu po sam dach. Dziwny na pierwszy rzut oka sposób dekoracji fasady, ale poza aspektem dekoracyjnym Azulejos mają również praktyczny aspekt. Łatwiej ścianę utrzymać w czystości, płytki chronią ścianę przed wilgocią w deszczowe dni, a w letnie bardzo gorące miesiące chronią przed nadmiernym nagrzaniem się budynku. Tradycja ta żyje niezmiennie od stuleci i powiem szczerze, że podziwiam Portugalczyków za konsekwencję i pamięć w kultywowaniu zwyczaju.
Na uwagę zasługują również starodawne, historyczne tramwaje będące ważnym lizbońskim środkiem komunikacji miejskiej. Wspomniane tramwaje obsługują kilka linii, z których najsłynniejsza linia nr 28 wozi mieszkańców i turystów przez najpopularniejsze miejsca w centrum oraz dzielnicę Alfama. Historyczne wagony są atrakcją samą w sobie i koniecznie trzeba odbyć nimi kurs. Polecam krótką podróż tramwajem nr 28 w godzinach wieczornych, kiedy w wagonie jest luźniej a oświetlone, wąskie uliczki stwarzają niepowtarzalny klimat.


Moim celem na ten wyjazd był odpoczynek od codziennych obowiązków i wtopienie się w tłum mieszkańców, poczucie rytmu miasta i niespieszne zwiedzanie jego największych atrakcji. Myślę, że to mi się udało. Każdego ranka udawałem się do piekarni, gdzie w otoczeniu przyjemnych zapachów jadłem pyszne ciastko popijając je czarną kawą. Idealne miejsce na przebudzenie i obserwację lokalsów. Polubiłem takie otwarcie dnia i powiem szczerze, że będzie mi tego brakowało w Polsce. Spacery po mieście, mijanie częstych tutaj mobilnych stoisk z pieczonymi kasztanami oraz ostre słońce mimo chłodnej temperatury utkwiły w mojej pamięci zostawiając niedosyt przed powrotem do domu. Samotna podróż i obcowanie z samym sobą dostarcza zgoła odmiennych doznań. Nikt i nic nie rozpraszało. Mogłem skupić się na sobie choć trochę brakowało bratniej duszy do dzielenia się uwagami czy odczuciami. Z każdym następnym dniem czułem większy spokój. Poczułem, że jest mi tu dobrze. Pasuje mi to otoczenie. Nie mogę tego powiedzieć o większości odwiedzonych przeze mnie dużych miast. W zasadzie dotychczas były tylko dwa miasta, do których jeszcze chcę wracać bo czuje się w nich dobrze. Lepiej niż w innych. Otóż są to Barcelona i Kraków. Po niespełna 5 dniach spędzonych w Lizbonie mam wrażenie, że to miasto ma duszę i generuje pozytywne emocje. Jeśli nie wyjechałem jeszcze z niego a już myślę kiedy możliwy byłby powrót to znaczy, że miejsce warte jest zgłębienia. Raptem kilka dni temu byłem w Rzymie i dla porównania nie wiem co o Rzymie myśleć. Pewnie da się go lubić, ale czy kochać? … jeszcze tego nie wiem.

Po wizycie w muzeum klubu sportowego Benfica Lizbona, obejrzeniu filmu ukazującego historię klubu oraz wizycie w multimedialnym muzeum historii miasta doszedłem do wniosku, że tutejsi mieszkańcy mają w sobie pewną pasję, upór i ciekawość widoczną już od stuleci i pielęgnowaną po dziś dzień. Mają pomysł i realizują go uparcie krok po kroku. Mają cel i dążą do niego wbrew przeciwnościom. Mają w końcu ten żar w sercu i dumę, aby pewnie stąpać po ziemi i odkrywać nowe lądy, nowe dziedziny życia. Poczułem ich przywiązanie i lojalność do korzeni, przodków, przynależności narodowej i tradycji czego przykładem są choćby kursujące po lizbońskich ulicach starodawne tramwaje jak i dekoracje Azulejos upiększające ściany portugalskich kamienic.
Poczułem więź … a od tego już tylko krok to dalszego poznawania …
Trzymajcie się ciepło
Damian
PS. Zaglądnijcie do galerii zdjęć : ) Pojawiły się zdjęcia z całego lizbońskiego pobytu …………….. Wyczekujcie również kolejnego wpisu dotyczącego wyjazdu do Lizbony. Zamieszczę w nim informacje praktyczne, opiszę wydatki itp. rzeczy. Już niebawem!
