Po kilku dniach w Pokharze zdecydowałem się przyjechać na południe Nepalu, aby zobaczyć tą nizinną część kraju, kraju który słynie przecież głównie z gór wysokich. Miejscowość Sauraha w bezpośrednim sąsiedztwie Parku Narodowego Chitwan stała się bazą wypadową do tego ogromnego, chronionego obszaru wpisanego również na listę obiektów światowego dziedzictwa UNESCO. Trzy pełne dni jakie przeznaczyłem na pobyt w Sauraha postanowiłem podzielić między spokojny odpoczynek z książką w ręku oraz kilkugodzinne wycieczki na obszary PN Chitwan.

Dzień 1 – 18.11.2024
JEEP SAFARI – połowa dnia, 4-4,5 godziny, wycieczka współdzielona z innymi turystami – koszt 25$ + 15$ bilet do PN Chitwan
Jeśli ktoś był wcześniej na jakimkolwiek safari to wie doskonale, że nie ma żadnej gwarancji zobaczenia zwierząt, które sobie założymy. Wiadomo, że są różne miejsca na świecie z różnym nasyceniem zwierząt, ale tak naprawdę większość zależy od szczęścia czy najbardziej poszukiwane gatunki przetną naszą drogę wycieczki. Zdjęcia, które dołączam najlepiej zobrazują Wam jak wygląda Park Narodowy Chitwan. Z rana las deszczowy spowity jeszcze gęstą mgłą miał dla mnie największy urok. Do tego nutka niepewności czy zza krzaków nie wyjdzie zaraz jakiś ogromny nosorożec. Miejsce to znane jest właśnie z dziko żyjących nosorożców oraz pojawiających się tu czasami tygrysów … niestety te drugie zobaczyć jest znacznie trudniej. Poszukiwania utrudnia bujna roślinność i wysokie trawy w których najczęściej te zwierzęta znajdują schronienie. Nam udało się tylko raz zobaczyć fragment nosorożca w pobliskich zaroślach. Poza tym kilkukrotnie dostrzegliśmy skaczące po drzewach małpy oraz sarny, jelenie i kilka gatunków ptaków. Tak krótki czas sprawia, że trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia, aby liczyć na bliskie spotkanie kluczowych gatunków zwierząt. Mnie jednak głównie zachwyciła roślinność, która szczególnie o poranku, w gęstej mgle niosła ze sobą niesamowity klimat i raczyła oczy milionem odcieni zieleni.







Dzień 2 – 19.11.2024
WALKING SAFARI – spływ łodzią oraz spacer po lesie z przewodnikiem – połowa dnia, 4 godziny, wycieczka prywatna – koszt 45$, wczorajszy bilet z PN Chitwan wykorzystany na dzisiejszą wędrówkę
Dzisiejszy poranek również mglisty, co przełożyło się na piękny, mroczny klimat nad rzeką. Pierwsze 40 minut to leniwy spływ dopływem rzeki Rapti. Mogłoby się wydawać, że to nic specjalnego ale wierzcie mi, że ten etap wycieczki bardzo mi się podobał. Spokój, cisza. Przyroda dopiero budzi się do kolejnego dnia. Widać ptaki. Różne gatunki. Są piękne, kolorowe. Gdzieś tam z brzegu do wody właśnie wchodzi krokodyl. Chwilę dalej kolejny płynie sobie dostojnie, a ponad wodę wystają tylko oczy i fragment grzbietu. Las staje się coraz głośniejszy od śpiewu niezliczonej ilości ptaków. Fajne! Czas na zadumę i poddanie się temu rytmowi. Czas wysiąść na brzeg. Przede mną i moim przewodnikiem 3-godzinny spacer po okolicznym lesie. Po cichu liczę na spotkanie nosorożca lub co lepiej tygrysa, ale trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że nie jest to łatwe. Po raz kolejny potrzebne jest szczęście. Faktycznie trudno o wytropienie większych zwierząt, ale za to widzimy kilka pięknych gatunków ptaków. Nosorożca udaje się zobaczyć dopiero pod koniec w okolicach Elephant Breeding Center, czyli utworzonego przez rząd Centrum Hodowli Słoni. Przechadzał się dumnie daleko pod lasem w otoczeniu małego stada białych ptaków. Super widok i doświadczenie na zakończenie dzisiejszej wędrówki. Tak jak na wczorajszym Jeep Safari najbardziej zachwyciła mnie roślinność. Bujne, dzikie lasy porośnięte niezliczoną ilością gatunków drzew, krzewów, bylin, kwiatów. Do tego jeziora, których tafla wody pokryta w całości liliami i innymi roślinami wodnymi pozostawiają przed oczami obraz nieruszonej przez człowieka przyrody. Ciekawe są również liczne kopce termitów, których wysokość sięga 3 metrów … przynajmniej tych, które ja widziałem. To wszystko sprawiło, że 3-godzinny spacer był wystarczająco długi, aby zachwycić się tym co wokół i wrócić nasyconym. Ciekawe doświadczenie z nutką adrenaliny … bo co by było gdyby na naszej drodze stanął tygrys? … albo zdenerwowany nosorożec lub słoń?








Dzień 3 – 20.11.2024
Ostatni z 3 pełnych dni w Sauraha spędziłem już głównie na terenie Chitwan Village Resort, w którym nocowałem podczas mojego pobytu na południu Nepalu. Niewielkie, ale bardzo przyjemne miejsce na nocleg bardzo blisko ścisłego centrum miasteczka. Wygoda i dobry standard jak na nepalskie warunki, a to wszystko za 20$ za 2-osobowy pokój ze śniadaniem. Dzień ten postanowiłem przeznaczyć na czytanie książki, zrobienie notatek z podróży i czysty, niczym nie zmącony relaks w temperaturze dalekiej od obecnie panującej w Polsce. Codziennie jest przyjemne 25, 26 stopni.


Czy warto wybrać się w te strony? Myślę, że każdy musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie wg własnych preferencji oraz wrażeń po przeczytaniu powyższego tekstu. Mnie bardzo się podobało! Jechałem w okolice Parku Narodowego Chitwan aby odpocząć, zmienić klimat z chłodnego, górskiego, jak w dolinie Langtang czy też głośnego i gwarnego, jak w Katmandu. Zmienić na miejsce ciepłe, spokojne, wręcz leniwe. Zobaczyłem jak żyje tutejsza ludność, z czego się utrzymuje i przekonałem się, że bliskość PN Chitwan jest dla nich głównym źródłem dochodu. Muszą więc dbać o okoliczną przyrodę, chronić zwierzęta, aby kolejni turyści pragnęli odwiedzać to piękne miejsce Nepalu zapominając na chwilę o przyciągających jak magnez pobliskich Himalajach.
Trzymajcie się ciepło!
Damian